czy polisolokata się opłaca?

Co zrobić z oszukańczą polisą?

Właśnie się połapałeś/łaś, że ubezpieczyciel najczęściej na spółkę z bankiem zrobił Cię w konia. Masz „polisę z ufk” z której pożytek żaden, oszczędności tracą wartość, a tknąć ich nie możesz , bo Ci je skonfiskują. Co robić?

1. Po pierwsze zgromadź wszystkie możliwe dokumenty. Przeszukaj domowe archiwum i złóż do jednej teczki wszystko, co jest związane z tą „polisą”. W razie czego zwróć się do banku lub/i ubezpieczyciela o dosłanie brakujących. Potrzebna Ci będzie umowa, Ogólne Warunki Ubezpieczenia, Tabela Prowizji i Opłat.

2. Najpierw spróbuj się dogadać z ubezpieczycielem poza sądem. To najwygodniejsze, a jak dobrze pójdzie, możesz uniknąć sporu sądowego. Trzeba napisać reklamację, która opisze warunki zawierania umowy, to o czym Cię informowano przy jej podpisywaniu, obecny stan konta i zażądać wypłacenia Ci własnych oszczędności bez potrącania bezprawnej „opłaty likwidacyjnej”. Jeśli napiszesz dobrą reklamację i solidnie uzasadnisz swoje żądania, masz szansę na odzyskanie pieniędzy bez procesu.  Ważne jest nie tylko powołanie się na przepisy prawa (większość ubezpieczycieli ma je w nosie), ale także na okoliczności sprzedaży umowy. Czasem były one tak skandaliczne, że ubezpieczyciel będzie wolał oddać Ci po cichu pieniądze niż rozgrzebywać okoliczności wciskania polisy w sądzie. Na przykład możesz mieć notatki z takiej rozmowy, robione na ulotce lub wręcz zapiski „doradcy”, który wpakował cię w ten „produkt”. Może wciśnięto Ci „polisę” czasie podpisywania umowy o kredyt hipoteczny? Może masz korespondencję mailową, gdzie określono ją jako „lokatę” lub w podobnie mylący sposób? To wszystko bardzo ważne.

3. Jeśli „ubezpieczyciel” nie chce oddać Twoich pieniędzy, możesz jeszcze napisać skargę do KNF, UOKiK oraz Rzecznika Ubezpieczonych. Czasem po nagabywaniu ze strony tych instytucji „ubezpieczyciel” mięknie.  Naczelna zasada jest taka: musisz udowodnić, że będziesz walczył o swoje i nie odpuścisz. To zwiększa Twoje szanse na odzyskanie pieniędzy bez procesu sądowego.

4. Jeśli powyższe starania nie dadzą efektów zostaje Ci droga sądowa.

5. Masz do wyboru kilka wariantów. Możesz się starać o interwencję sądu poprzez proces zbiorowy lub indywidualny. W każdym z powyższych wariantów możesz się procesować o zwrot pieniędzy (kiedy polisa jest już zamknięta) lub o stwierdzenie, że w twojej umowie są zakazane klauzule, które Cię nie obowiązują.

6. Jeśli masz umowę z którąś z firm zakładanych przez dr Leszka Czarneckiego  – sprawa jest bardziej skomplikowana. To najgorszy rodzaj finansowej pułapki. Warszawski sąd w jednym z wyroków określił umowę z jednej z tych firm jako „w niewiarygodnym stopniu oszukańczą”. A sąd niezbyt często posługuje się aż tak mocnymi słowami. Firmy zakładane przez L. Czarneckiego starają się oskubać klienta nie tylko na opłacie likwidacyjnej. Jest dodatkowy problem. Wartość Twoich oszczędności spada w nich tak bardzo, że nawet gdyby nie zastosowano „opłaty likwidacyjnej” to i tak większość pieniędzy gdzieś wyparowuje. Gdzie? Dobre pytanie. Na razie ani sąd ani Rzecznik Ubezpieczonych nie są w stanie tego ustalić. A KNF tradycyjnie milczy i udaje, że problem jej nie dotyczy. W takim przypadku jedynym wyjściem jest pozew o całkowite unieważnienie umowy. Jeśli sąd przyzna Ci rację (a jest na to duża szansa), „ubezpieczyciel” będzie Ci musiał zwrócić wszystkie pieniądze wpłacone od początku umowy.