Szef UOKiK o „polisolokatach” mówi jak ubezpieczeniowi lobbyści. Dlaczego?

Szef UOKiK udzielił PAP wywiadu w którym mówi o „polisolokatach”. Najwyraźniej jednak albo my czegoś nie rozumiemy, albo on.

Adam Jasser tłumaczy, że problemem z „polisolokatami” jest nie to, że są to z gruntu oszukańcze produkty, tylko że zostały sprzedane niewłaściwym osobom. To stara teza lobby ubezpieczeniowego. Próbuje ono zwalić winę za skandal na nieudolnych sprzedawców, którzy zamiast oskubać młodych i na dorobku, rąbnęli oszczędności starszym, przed emeryturą.

Gdyby Adam Jasser przeczytał orzeczenia sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wiedziałby, że problem tkwi nie w tym komu to cholerstwo wciśnięto, tylko w samej konstrukcji produktu. To przecież na liście prowadzonej przez UOKiK znajduje się wiele klauzul niedozwolonych umieszczanych w umowach o polisy z UFK czyli tzw. polisolokatach. Zazwyczaj dotyczą one „opłat likwidacyjnych”, które są formą konfiskaty oszczędności. Taka konfiskata dotyka tych, którzy są niezadowoleni z „produktu” i nie chcą dalej płacić lub chcą się z umowy wycofać z innego powodu.

To klauzule niedozwolone, a to oznacza, że nie mogą być stosowane wobec nikogo starych, młodych, rudych, łysych i leworęcznych. Sama konstrukcja produktu jest tak pomyślana, by pozbawić pieniędzy „ubezpieczonych”, jej kluczowe zapisy są niedozwolone. Skąd więc pomysł, że są klienci, dla których „taka forma dywersyfikacji oszczędności jak polisolokaty może być właściwa”.

Jeśli mimo zajmowania się tą kwestią ponad rok Pan Prezes tego nie załapał, to nie świadczy dobrze o jego kwalifikacjach. Prawda?

tekst z cytatami z wywiadu: http://wyborcza.pl/1,91446,18924442,jasser-zadaniem-uokik-sprawdzic-czy-polisolokaty-sa-oferowane.html