Tomek wygrywa z AXA!

Tomek jest magazynierem, mieszka i pracuje w Gdańsku. Przed dwoma laty postanowił uwolnić się od polisolokaty. AXA pobrała opłatę likwidacyjną w wysokości 7.200 złotych. Tomasz pozwał ubezpieczyciela  i… wygrał. Zrobił to samodzielnie, utarł nosa wielkiej firmie i jej prawnikom!

Tomek ma odpowiedzialną pracę w magazynie, szanuje ciężko zarobione pieniądze. Kilka lat temu postanowił zainwestować oszczędności. Zaufał doradcy i wybrał ofertę towarzystwa AXA. Przez kilka lat regularnie co miesiąc wpłacał kolejne składki. Sam zarządzał funduszami i podejmował trafne decyzje. Nie kierował się sugestiami inwestycyjnymi, jakie proponowała AXA. Nasz bohater śledził sytuację na rynkach, obrana strategia była słuszna i przynosiła niewielkie zyski. Niezależnie od tego AXA pobierała opłaty za zarządzanie pożerające profity. Tomek uznał, że taka współpraca jest bez sensu i czas ją zakończyć.

Pomysł na rozstanie nie przypadł do gustu ubezpieczycielowi. AXA za samo podpisanie umowy z Tomkiem zapłaciła agentowi 5.700 złotych. Były i inne koszty. Firma liczyła na wieloletnie zyski z opłat od każdej comiesięcznie wpłacanej składki. To czy Tomek zarobił czy stracił nie miało znaczenia, na rachunku ubezpieczyciela lądowało kilkadziesiąt złotych miesięcznie. AXA przewidziała, że Tomek połapie się po pewnym czasie, że zyski z inwestycji konsumuje ktoś inny a on pozostaje jedynie dawcą kapitału.

Bezprawna opłata

Tomek długo rozważał jaką decyzję podjąć. Wycofanie oszczędności wiązało się z utratą ich części. Dwa lata temu odzyskanie potrąconej kwoty nie było tak oczywiste jak dzisiaj. Orzecznictwo sądów dopiero się kształtowało. Decyzja o rezygnacji z ubezpieczenia wymagała zatem sporej odwagi. AXA bezwzględnie pobrała z rachunku klienta ponad 7 tyś., pomimo wyroku Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wskazującego, że zapis o opłacie zawarty w umowie jest abuzywny.

Tomek, co oczywiste, upomniał się o zwrot pieniędzy wysyłając pismo z wezwaniem do zapłaty. AXA zamiast grzecznie dokonać zwrotu, szła w zaparte. Na nieszczęście ubezpieczyciela klient uznał jednak, że na zagrabienie jego oszczędności zgody nie ma i nie będzie i skieruje sprawę do sądu. AXA nie potraktowała Tomka serio, co uznać należy za poważny błąd.

Pozew magazyniera

Decyzja by samodzielnie pozwać AXA bez dwóch zdań była brawurowa. Porwanie się na gigantyczną firmę zatrudniającą sztab prawników i kwestionowanie zawiłych zapisów umowy wymagało pracy, do której Tomek nie był przygotowany. Nie przypuszczał, że on – magazynier,  kiedykolwiek będzie pisał pozew. Zatrudnienie profesjonalnego pełnomocnika wydawało się najrozsądniejszym krokiem. Zadecydował jednak, że w przypadku przegranej w pierwszej instancji wynajmie  prawnika do przygotowania apelacji.

O ile skompletowanie dokumentów było stosunkowo proste, to przygotowanie pozwu wymagało przebrnięcia przez gąszcz przepisów. Tomasz zakwestionował postanowienia OWU związane z opłatą. Uzasadniając  pozew  wykazał, że zapis o opłacie wpisano do rejestru klauzul niedozwolonych; opłata nie jest głównym świadczeniem i nie została ustalona indywidualnie. Po wniesieniu wpisu sądowego pozostało już tylko czekać na termin pierwszej rozprawy.

Starć na sali sądowej było kilka. AXA zatrudniła znaną gdańską kancelarię. Wynajęci prawnicy próbowali zetrzeć w pył argumenty Tomka. Przewaga doświadczonych profesjonalistów nad amatorem broniącym swoich praw była miażdżąca. AXA ściągnęła też na rozprawę aktuariusza mającego przekonać sąd do tezy o prawidłowej kalkulacji produktu. Przesłuchiwano również agenta-pośrednika i analizowano dokumenty. Niedoświadczony laik wielokrotnie odpierał argumenty profesjonalistów i przekonał sąd do swoich racji.

AXA na tarczy

We wrześniu br. Tomasz po raz ostatni stawił się przed sądem. Wysłuchał wyroku w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej uznającego  zasadność wniesionego powództwa i zasądzającego zwrot 7.200 złotych wraz z odsetkami oraz zwrot kosztów sądowych. Gdyby zatrudnił prawnika AXA zwracałaby dodatkowo 2.400 złotych.

Sąd stwierdził m.in.: „opłata stanowi w istocie instrument mający na celu przerzucenie kosztów obciążających  pozwane towarzystwo na konsumenta […], w skład opłaty wchodzą poza prowizją m.in. wynagrodzenie pracowników, koszty reklamy i promocji”. Co niezwykłe, AXA „nie wykazała przed sądem powstania części kosztów związanych z wypowiedzeniem umowy”, którymi obciążyła Tomka.

Wyrok nie jest prawomocny a ubezpieczyciel złożył apelację. Jego pełnomocnicy domagają się uchylenia postanowienia sądu. Tomek stanie zatem przed Temidą raz jeszcze i powie zapewne: wnoszę o oddalenie apelacji jako całkowicie bezzasadnej.

Piotr Sułek

Tomek przysłał wczoraj maila: „Chciałbym się pochwalić moim malutkim sukcesem. Udało mi się bez prawnika uzyskać korzystny wyrok I instancji (jako magazynier jest to dla mnie nie lada sukces)”. Dziś długo rozmawialiśmy i muszę przyznać, że wyczyn Tomka wart jest odnotowania.

Szkoda, że wiadomości nie nadeszła wcześniej. W środę 21 grudnia, prezes UOKiK Marek Niechciał ogłaszał porozumienie z ubezpieczycielami. Gdy urzędnik państwowy mówi o sukcesie i firmuje porozumienie o obniżeniu stawek nielegalnie (sic!) stosowanych opłat, coś jest nie tak. Pożądany skutek przyniosłyby nakładanie surowych kar w każdym przypadku, gdy ubezpieczyciel naruszył prawo i pobrał opłatę. Proceder ten szybko zostałby wyeliminowany a sądy nie byłyby wówczas zmuszone do naprawiania krzywd uczynionych konsumentom.